null

Drugie Młociny wokół Olszyny

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Na niektórych starych mapach okolice Słodowca są podpisane jako „Młociny B”. Skąd wzięła się tam ta nazwa?

Kiedy byłem w podstawówce, powiesiłem sobie w pokoju duży reprint planu Warszawy z 1935 r., chyba dodany w gratisie do jakiejś gazety. Lubiłem podróżować palcem po przedwojennej stolicy: śledziłem zaznaczone przerywaną linią projektowane arterie i osiedla, które nigdy nie zostały zrealizowane, zwiedzałem Śródmieście, Muranów i Mokotów albo wędrowałem po ówczesnych przedmieściach. Podczas takich kartograficznych wycieczek zastanawiał mnie pewien drobny szczegół. Nieopodal łukowatej ul. Włościańskiej – będącej śladem po dawnej wsi ulicówce Buraków – umieszczono podpis „Młociny B”. Zaraz, zaraz, przecież właściwe Młociny leżą dobre trzy kilometry dalej, nad Wisłą... Co autor planu miał na myśli? Jakiś czas temu przypomniałem sobie tę zagwozdkę i spróbowałem ustalić genezę tych zapomnianych, „drugich” Młocin.

Podział majątku

W latach 70. XVIII w. na dzisiejszych terenach dzielnicy Bielany, gminy Łomianki i wschodniego skrawka Puszczy Kampinoskiej powstały rozległe młocińsko-łomiankowskie dobra ziemskie generała artylerii koronnej Alojzego Fryderyka von Brühl. Centrum tych włości stanowiła wieś Młociny, gdzie ów zasłużony oficer rezydował w swym pałacyku na wiślanej skarpie (istniejącym do dziś przy ul. Muzealnej 1). U schyłku tegoż stulecia majątek przeszedł na własność rodziny de Poths. Jak podaje Witold Małcużyński w pracy „Rozwój terrytorjalny miasta Warszawy”, w 1837 r. przedsiębiorca Abraham Szymon Cohen kupił od tej familii 25 włók gruntów, czyli 420 hektarów. Był to obszar położony wzdłuż szosy marymonckiej, w przybliżeniu pomiędzy dzisiejszymi al. gen. Wittek i al. Armii Krajowej; kształt jego granic przypominał trochę wielki but z obcasem i szeroką cholewką. W następstwie transakcji tereny należące do Pothsów (wsie Młociny, Łomianki, Wólka Węglowa, Laski i in.) uregulowano w księgach hipotecznych jako dobra ziemskie „Młociny litera A”, natomiast ziemie Cohena stały się oddzielnym majątkiem pod nazwą „Młociny litera B”.

Biznesmen nie zamierzał jednak gospodarzyć na świeżo zakupionych włościach. Cohen już od kilku lat skupował okoliczne majętności – Powązki i Górce – po czym oddawał je carskim władzom na cele wojskowe (Rosjanie poszerzali wtedy podwarszawskie poligony), uzyskując w zamian różne korzyści, przede wszystkim intratne koncesje handlowe. Tak też postąpił z gruntami nabytymi od Pothsów. Przekazane skarbowi dobra ziemskie Młociny lit. B zajęła rosyjska armia i urządziła na nich Bielańskie Pole Wojenne.Na południowym skraju bielańskiego poligonu, przy zagajniku Olszyna, powstał przysiółek, który zaczęto nazywać „kolonią Młociny” (tak podpisano to miejsce na planie Warszawy i okolic wydanym w 1867 r.) lub właśnie Młocinami B. O istnieniu tej osady co najmniej od końca lat 40. XIX w. świadczą zapisy z akt metrykalnych parafii wawrzyszewskiej. Z dekady na dekadę wioska rozrastała się.

Pogranicze w ogniu

Zabudowa „dieriewni Młociny bukwa B”, jak czytelnie ukazuje to rosyjskojęzyczny plan Lindleya z 1897 r., koncentrowała się w trzech głównych skupiskach: po północnej i po południowej stronie lasku Olszyna oraz w rejonie obecnej ul. Izabelli. Od południa wieś graniczyła z Czarnym Dworem, od wschodu z Burakowem (zwanym Wielkim lub Dużym, w odróżnieniu od łomiankowskiego Burakowa Małego), a od północnego wschodu z osadą młynarską Słodowiec, znajdującą się dokładnie tam, gdzie dziś jest skrzyżowanie Trasy AK i ul. Słowackiego. Na zachód i północ rozciągały się niezadrzewione wydmy. Zwyczajowe nazewnictwo było nieostre – Młociny B nazywano także Słodowcem (odsyłam Czytelników do tekstu redaktora Przemysława Burkiewicza z nr 9/2021), Piaskami, Budami lub niekiedy nawet Burakowem. Dawni kartografowie swobodnie żonglowali tymi pojęciami.

Młociny B na planie Warszawy z 1935 r. źródło: Biblioteka Narodowa

Na Młocinach B bywało niebezpiecznie. W samym tylko 1897 r. doszło tam do kilku przestępstw. W czerwcu towarzystwo mocno popiło w karczmie i wszczęło krwawą bójkę na noże. Trzech najciężej rannych delikwentów odwieziono do szpitala żydowskiego przy Inflanckiej. W październiku straż ziemska dokonywała rewizji u niejakiego Radziszewskiego, oskarżonego o kradzież kur i kaczek. Z odsieczą przybiegł znany organom ścigania recydywista Korolew i rzucił się z nożem na jednego z funkcjonariuszy, grożąc mu śmiercią. Strażnik ratował się ucieczką. Innym razem miejscowi robotnicy Jędrzejewski i Jaroszek wdali się w sprzeczkę, pierwszy z nich nagle wyciągnął majcher zza pazuchy i zadał pięć ciosów koledze. Zaatakowany po chwili zmarł, a zabójcę natychmiast zatrzymano. Dwa lata wcześniej nieznani sprawcy zamordowali stróża nocnego wsi Młociny B, Augusta Bielkowskiego. Jak pisał „Kurjer Warszawski”, mężczyzna ten odznaczał się „gorliwem pełnieniem służby” i „niejednokrotnie odstraszał rzezimieszków, których nie brak w tej okolicy podmiejskiej”.
W sierpniu 1900 r. przez wieś przetoczyła się fala groźnych pożarów, które poczyniły znaczne straty, ale szczęśliwie obyło się bez ofiar. W ciągu dwóch dni płomienie doszczętnie strawiły kilkanaście budynków mieszkalnych i gospodarczych. 15 sierpnia, kiedy poszkodowani mieszkańcy dogaszali zgliszcza swoich domostw, ogień wybuchł nagle w sąsiednich zabudowaniach. Sprawa wydała się podejrzana, nie wykluczano umyślnego podpalenia. Przeprowadzono śledztwo w celu ustalenia przyczyn pożogi, lecz nie wiem, jaki był efekt tych poszukiwań.

Mieszkańcy Młocin B zmagali się też z przeciwnym żywiołem. Na początku sierpnia 1888 r. potężna, nocna ulewa doprowadziła do podtopienia młynów, zniszczenia dróg i przerwania grobli stawów rybnych. Występujące z brzegów wody rzeczki Rudawki rozrzuciły ryby po całej okolicy. Niektóre stworzenia poniosło aż do Grossowa, czyli w pobliże dzisiejszej pętli Marymont-Potok. „Kurjer Warszawski” donosił, że „ludność okoliczna i żołnierze nałapali mnóstwo ryb i sprzedają je za bezcen”.

„Skorowidz Królestwa Polskiego” z 1877 r. informuje, że kolonia Młociny B należała do gminy Powązki. Pod koniec stulecia przeszła pod jurysdykcję gminy Młociny, a w 1916 r. została włączona do Warszawy.

Na Wrzącej Górce

„Nocy dzisiejszej za Powązkami, około Burakowa, w miejscowości Wrząca Górka, policja aresztowała W. Robaka, oskarżonego o zabójstwo, i jego żonę Konstancję, poszukiwaną za spełnienie szeregu kradzieży w sklepach towarów łokciowych”. Ten komunikat z „Kurjera Warszawskiego” z 23 marca 1905 r. zawiera najdawniejszy przykład funkcjonowania toponimu „Wrząca Górka”, jaki dotąd znalazłem. Mianem tym potocznie określano niegdyś fragment osady Młociny B z dość chaotycznie zabudowanymi uliczkami: Ciechanowską, Tuszyńską, Chotomską, Czerwińską, Agrafki, Dostatnią i Powieści. Niewykluczone, że to miejsce zawdzięczało swoją nazwę wspomnianym pożarom z 1900 r. Szczyt tejże górki, niewielkiej wydmy, wznosił się tam, gdzie obecnie znajduje się zbieg ulic Broniewskiego i Romaszewskiego.

Specyficzny koloryt Wrzącej Górki zainteresował badaczy. Pracę magisterską poświęconą życiu jej mieszkańców obronił na UW w 1963 r. Janusz Wierzbicki. Rok później unikatowe fotografie domów opublikował Jan Minorski w swojej książce o zagadnieniach samorzutnego budownictwa na pograniczach miast i wsi. Ponadto o osadzie pisali historyk prof. Błażej Brzostek i redaktor Paweł Dunin-Wąsowicz.

Wrząca Górka od strony ul. Duracza, lata 60. źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sceneria tego osiedla „zagrała” w trzecim odcinku serialu „Barbara i Jan” (1964 r.) w reżyserii Hieronima Przybyła i Jerzego Ziarnika. Niedługo później Młociny B wraz z Wrzącą Górką przeszły do historii. Wyrosły tam bloki. Pozostały pojedyncze, wiekowe nazwy ulic –  Gąbińska, Kiełpińska, Ogólna – i szumiący lasek olszowy, przekształcony w latach 70. w miejski park.

Autor: Mateusz Napieralski