null

Szkoła pływania na Marymoncie

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Rysunek: rycina z podręcznika Karola Heinitza przedstawiająca naukę pływania za pomocą liny, której jeden koniec trzyma instruktor, a z drugiego przywiązany jest pływak
Rycina z podręcznika Karola Heinitza, 1820 r. (Biblioteka Narodowa)

Na upał w mieście najlepszym rozwiązaniem jest skok do wody. W międzyczasie zanurzmy się w przeszłość i poznajmy dzieje pierwszej pływalni w naszej okolicy.

W dawnej, przedrozbiorowej Rzeczypospolitej mało kto umiał pływać. Nie uczono tej sprawności w szkołach, co więcej, nauczyciele wręcz surowo zakazywali uczniom kąpieli w rzekach i jeziorach, tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Zalety nauki pływania w procesie rozwoju fizycznego młodzieży dostrzegli i propagowali światli reformatorzy z Komisji Edukacji Narodowej. Instytucja ta w latach 80. XVIII w. wprowadziła do szkół obowiązkowe lekcje pływania. Brakowało jednak trenerów o odpowiednich kwalifikacjach. Zanim wykształciła się fachowa, rodzima kadra, nastał trzeci rozbiór i upadek państwa.

Na przełomie wieków w całej Europie wzrosło zainteresowanie pływaniem. „Prawie we wszystkich wielkich miastach są szkoły pływania, może i u nas byłaby pożyteczną ta nauka bardzo rozwijająca siły fizyczne, konieczna dla niektórych stanów, a co największa, do ocalenia własnego lub bliźnich życia służąca” – taki pomysł podrzucał anonimowy żurnalista w „Kurjerze Warszawskim” z 9 lipca 1822 r. Niebawem – w 1823 lub 1824 r. – wojsko kongresowego Królestwa Polskiego uruchomiło na przedmieściach Warszawy własną szkołę pływacką. Inicjatorem tej placówki miał być sam wielki książę Konstanty Romanow, znienawidzony wódz naczelny polskiej armii.

Styl marymoncki

Umiejętność pływania nie tylko wzmacniała tężyznę fizyczną żołnierza, ale także zwiększała jego mobilność na polu walki – podczas natarcia, manewru oskrzydlającego czy odwrotu rzeka nie stanowiła dla wyszkolonego pływaka nieprzekraczalnej bariery terenowej.

Na Stawie Marymonckim zbudowano czworoboczny pomost o wymiarach ok. 40 na 100 m z przybudówkami mieszczącymi przebieralnie i magazyn sprzętu. Zajęcia prowadzono w oparciu o podręcznik „Nauka sztuki pływania” (wydany we Lwowie w 1820 r.) pióra majora Karola Heinitza, oficera armii austriackiej. Pierwsi instruktorzy uczący na odkrytym basenie w Marymoncie to właśnie żołnierze „wypożyczeni” z austriackiego wówczas Lwowa, z szeregów 30. Regimentu Piechoty hrabiego Nugent.

Kursanci trenowali w lnianych, luźnych spodenkach sięgających do połowy uda. Najpierw na lądzie ćwiczyli ruchy rąk i nóg, leżąc na urządzeniu, przypominającym mały hamak, rozpięty między słupkami na wysokości jednego metra. Na dalszych lekcjach zanurzali się w wodzie, przepasani konopnym pasem z przymocowaną linką, której drugi koniec był przywiązany do kija – za pomocą takiej „wędki” trener stojący na pomoście asekurował ucznia. Gdy kursant nabrał wprawy, pływał bez asysty. Kolejne stopnie wtajemniczenia to techniki pływania na plecach, skoki do wody i nurkowanie. W programie zawarto ponadto zajęcia z ratownictwa.

Uzyskany w marymonckiej szkole patent był czymś w rodzaju dzisiejszej karty pływackiej. Absolwenci mieli kompetencje do nauczania podstaw sztuki pływania. Kursant Tadeusz Józef Chamski zapisał w swoim pamiętniku: 
„Najlepsi pływali w ubiorze. Chodzili oni manewrować na Wiśle, zwykle od mostu w Warszawie do Bielan, ciągle z jednego brzegu rzeki na drugi, przepływając tym sposobem Wisłę dziesięć lub piętnaście razy bez odpoczynku”. Inny absolwent, Józef Patelski, wspominał popisowe ćwiczenia na Wiśle przed obliczem wielkiego księcia Konstantego w połowie października (!) 1826 r., kiedy wraz z kompanami forsował lodowatą rzekę. „Dostawszy się na brzeg przeciwległy chwyciliśmy za broń, rozsypali się w tyralierów i rozpoczęli ogień, dzwoniąc zębami na grzmot naszych karabinów”. Poziom wyszkolenia wojskowych pływaków z Marymontu robi wrażenie!

Szkołą kierował podpułkownik Franciszek Valentin d’Hauterive, weteran wojen napoleońskich, który – ot, ironia losu – zakończył życie utonąwszy w Wilii podczas powstańczych walk z Rosjanami na Litwie w czerwcu 1831 r. Wieloletnim nauczycielem był podporucznik Józef Zaliwski, antycarski konspirator, zawiązujący potajemnie sieć kontaktów wśród oficerów uczestniczących w zajęciach. W przebieralni między pogawędkami o stylach pływackich zapewne toczono przyciszone dyskusje na tematy polityczne.

Niedługo po marymonckiej (a może równolegle z nią) powstała na Ujazdowie kolejna wojskowa szkoła pływania. Z sejmowego sprawozdania ministra spraw wewnętrznych Tadeusza Mostowskiego wiadomo, że do maja 1830 r. oba zakłady wykształciły łącznie 7000 żołnierzy-pływaków. Po klęsce powstania listopadowego armia Królestwa Polskiego została rozwiązana, a jej infrastrukturę przejęły wojska carskie. Nie znalazłem wzmianek o wykorzystywaniu przez Rosjan pływalni na Marymoncie.

Nowy rozdział

Marymoncką szkołę pływacką reaktywował Karol Teodor Matthes, nauczyciel wychowania fizycznego pochodzący z Berlina. Oprócz pływania zawodowo zajmował się on nauczaniem gimnastyki i szermierki. Dziś powiedzielibyśmy, że był również fizjoterapeutą – organizował zajęcia z gimnastyki ortopedycznej.

Basen został udostępniony dla wszystkich chętnych (oczywiście tych, którzy mieli na ten sport czas i pieniądze). 17 maja 1834 r. na łamach „Kurjera Warszawskiego” Matthes zapraszał na lekcje w następujący sposób: „Za wysokiem pozwoleniem K[omisji] R[ządowej] Spraw Wew[nętrznych] podpisany będzie miał honor zacząć w dniu 26 b.m. i r. kurs pływania w Zakładzie Cesarskim szkoły dawnej wojskowej w Marymoncie. Nie tylko dzieci i młodzieńcy mogą uczyć się tej pożytecznej sztuki, ale dorosłe i każdego wieku osoby, jeżeli tylko ich układ nerwowy wrażenie wody znieść może, poruszenie bowiem przy pływaniu jest nader proste i niewymagające żadnego wysilenia. Abonament na całe lato jest dla zaczynającego Dukatów 2; ci zaś, którzy już znaczne mają początki i tylko dla wprawy chcą pływać, płacą połowę. Kto by tylko krótki czas miał do poświęcenia na naukę pływania, zapisać się może na 12 lekcji za biletami za 30 złotych. Bezpieczeństwo zupełne przy pływaniu jako i wygodę przy ubieraniu i rozbieraniu we wszelkim względzie, podpisany zaręcza”. Dukat (imperiał) był monetą dwudziestozłotową, a przeciętna dniówka ówczesnego robotnika wynosiła 2 złote dziennie. Zajęcia na basenie odbywały się codziennie od piątej rano.

W wydaniach „Gazety Warszawskiej” z marca 1835 oraz marca 1839 r. znajdziemy ogłoszenia o licytacjach na wykonanie remontów w szkole. Gdzieś pomiędzy tymi latami pływalnię objął nowy kierownik, o którym pisał „Kurjer Warszawski” z 9 lipca 1839 r.: „[...] w Marymoncie za Grossowem na Rudzie istnieje Szkoła pływania, pod dozorem W[ielce Szanownego] Dyrektora Szamowskiego; który zakład ten przez niezmordowane starania i poświęcenie doprowadził do takiej doskonałości, iż może wyrównywać podobnym najcelniejszym zagranicznym”.

Schyłek szkoły

Na początku 1847 r. w warszawskich gazetach pojawiły się informacje o rychłej rozbiórce budynków pływalni. Trudno mi obecnie stwierdzić, jaka była tego przyczyna. Być może zakład Szamowskiego nie wytrzymał konkurencji z nową szkołą założoną przez Matthesa w 1840 r. na prawym brzegu Wisły? Marymonckie kąpielisko możemy jeszcze zauważyć na dwóch planach opracowanych w połowie lat 40. XIX w. (obiekt podpisano po rosyjsku jako „Szkoła Pływakow” oraz „Szkoła Pławanija”). Nie widnieje już na planie Warszawy i okolic autorstwa Kaliksta Witkowskiego z 1856 r. Na kolejną pływalnię w tych stronach przyszło czekać ponad osiem dekad, do czasu otwarcia sportowego basenu w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego.

Staw Marymoncki, osuszony w ubiegłym wieku, znajdował się w rejonie skrzyżowania ul. Mickiewicza i al. Armii Krajowej. Ulica Rudzka biegnie śladem północnego brzegu tego akwenu. W ostatnich latach powstało tu Osiedle Mickiewicza. Tam, gdzie mieści się stacja paliw i blok Rudzka 5A, w dawnych czasach istniała niewielka wyspa. Według moich kartograficznych obserwacji pomost szkoły pływania stał w miejscu dzisiejszego ronda Ruda.

Autor: Mateusz Napieralski