null

Zamieszkani, czyli pierwszy krok ku życiu

Drukuj link otwiera się w nowej karcie

Trzy raty niespłaconego kredytu – tyle dzieli nas od bezdomności. Życie na ulicy to zwykle nie jest wybór, jakiego sami dokonujemy. Na margines życia może nas wypchnąć jedna zła decyzja o wzięciu „chwilówki”, agresja ze strony domowników czy zapisane w genach zaburzenia psychiczne. Z matni bezdomności trudno wyjść, chyba że ktoś wyciągnie pomocną dłoń – a tak dzieje się na Bielanach.

Tymi, którzy pomagają wyrwać się z zaklętego kręgu bezdomności są członkowie zespołu, który w ramach Funduszu Współpracy realizuje program „Zamieszkani” oparty na metodzie „Najpierw Mieszkanie – Housing First”. Ta nazwa jest odzwierciedleniem przekonania, że pierwszym krokiem ku trwałemu powrotowi do społeczeństwa jest zapewnienie godnych warunków mieszkalnych oraz samodzielności. 
W ramach projektu, prowadzonego od 2019 roku na terenie pięciu warszawskich dzielnic, lokale przekazane przez samorządy są samodzielnie remontowane, meblowane i przekazane osobom długotrwale bezdomnym. Te, gdy z czasem staną już na nogi, stają się najemcami lokalu. Na razie program objął 21 uczestników w wieku od 20 do 70 lat, ale docelowo będzie realizowany na szerszą skalę. Metoda Housing First sprawdziła się na całym świecie – w Europie, USA, Kanadzie czy Australii. Przykładem jest Finlandia, gdzie problem chronicznej bezdomności m.in. dzięki tej metodzie został zredukowany niemal do zera. 

Remontują, czyszczą i urządzają mieszkania, by oddać je innym

Co czuje ktoś, kto przez pięć lat nie leżał, spał w pozycji siedzącej na starym fotelu, a teraz może rozciągnąć się na czystym łóżku? Radość? Tak, to też. Ale przede wszystkim to ogromny stres: czy to się dzieje naprawdę? Co będzie, jeśli to stracę? Taka reakcja może wydawać się dziwna, ale zdaniem psychologów i osób pracujących z bezdomnymi to naturalne obawy. Proces wychodzenia z długotrwałej bezdomności w niektórych przypadkach trwa miesiącami, a nawet latami. Problemem staje się brak zaufania do instytucji, które tyle razy zawiodły; wpajane latami niskie poczucie własnej wartości; lęk przed przejęciem odpowiedzialności. Agnieszka Siekiera z Fundacji Zamieszkani opowiada o starszym panu, który chciał samodzielnie wyremontować przyznane mu mieszkanie, jeździł tam codziennie, dopieszczał szczegóły, ale do lokalu sprowadził się dopiero... po 10 miesiącach. Tyle trwało zanim nabrał zaufania i pewności, że to rzeczywiście jego miejsce. Bywają też tacy, których otrzymana szansa zwyczajnie przerasta. Gdy słyszą propozycję udziału w projekcie, wycofują się ze strachem.

Nie chcesz porzucić psa? Nie wejdziesz do schroniska!

A nie każdy staje przed taką możliwością. Program jest bowiem skierowany do osób w kryzysie bezdomności, którzy cierpią na zaburzenia psychiczne. Choć pracownicy Fundacji nie wypytują podopiecznych, jak znaleźli się na ulicy, schemat jest podobny. Bywa, że po leczeniu szpitalnym nie mają dokąd iść, więc trafiają prosto na ulicę. Niektórzy uciekają z domów, bo są tam bici, wykorzystywani seksualnie. Część z nich straciła wszystko, bo z powodu pożyczki zaciągniętej w lichwiarskiej firmie wpadła w spiralę długów. Czy piją? 
– Tak, niektórzy są alkoholikami – przyznaje Agnieszka Siekiera. – Piją, bo bez tego trudno przeżyć na ulicy – tłumaczy i dodaje, że wielokrotnie ciężko jest też dociec, czy ktoś zaczął zaglądać do kieliszka przed czy po tym, jak znalazł się na ulicy. 

W Polsce są schroniska dla osób bezdomnych, ale część z nich odmawia zamieszkania tam. Powodów jest wiele – są pary, które wolą być razem na ulicy niż osobno w ośrodku; są ci którzy nie są w stanie sami, bez terapii, zrezygnować z alkoholu; są tacy, którzy nie potrafią się obronić przed agresją, a w takich miejscach nieraz dochodzi do przemocy; są wreszcie osoby, które nie chcą rozstać się ze swoim psim przyjacielem, a schroniska nie przyjmują zwierząt. 

Kiedyś pomagałam pani, która kilka miesięcy spędziła w prowizorycznym namiocie, bo nie chciała porzucić swoich psów. Nie mogła iść do schroniska, bo miała psy, nie mogła też wynająć mieszkania, bo wtedy straciłaby miejsce w kolejce po lokal komunalny. W takim pacie tkwiła dość długo – mówi Agnieszka Siekiera. 

Ale ta historia skończyła się dobrze. Nie zawsze tak jest. Pani Agnieszka wspomina podopiecznego, dla którego udział w projekcie był długo wyczekiwanym światełkiem w tunelu, ale zmarł zanim odebrał klucze do mieszkania. W Fundacji pamiętają też o pani, której organizm był już tak wyniszczony, że odeszła po kilku miesiącach cieszenia się niewielkim, ale własnym M. To dla pracowników Fundacji momenty bardzo trudne emocjonalnie. Ale, jak mówią, pocieszające jest to, że ich podopieczni umierali ze świadomością, że ktoś w końcu wyciągnął do nich pomocną dłoń, że dla kogoś byli jednak ważni. 

Pierwsze własne dania, czyli jak zrobić jajecznicę

Pierwszy uczestnik projektu wprowadził się „do siebie” w trudnym dla wszystkich okresie – pod koniec marca 2020 roku. Do tej pory udało się uporządkować we własnym zakresie i przekazać 21 niewielkich lokali. W październiku wręczono klucze do mieszkania na Bielanach. – To trzeci z pięciu pustostanów udostępnionych nam przez Urząd Dzielnicy Bielany, który wyremontowaliśmy, wyposażyliśmy i udostępniliśmy – informuje Fundacja. 

Emocji było dużo. Panu bardzo spodobała się okolica, bo trzeba przyznać, że Bielany są urokliwe i pełne zieleni – dodaje pani Agnieszka.

Jak uczestnicy programu radzą sobie na swoim? Po nieraz nawet 30 latach tułania się to nie jest proste, bo bezdomność tkwi w głowie. Tymczasem trzeba znaleźć w sobie siłę i determinację, by zerwać z dotychczasowymi nawykami. Przełamać zagubienie i niemoc w załatwianiu spraw urzędowych, nie wstydzić się, zawalczyć o dobrą pracę, nie bać się przejąć odpowiedzialności za swoje życie. Idea Housing First jest taka, że osoby wyrwane z kryzysu bezdomności, gdy staną na nogi, stopniowo przejmują finansowanie wynajmu lokalu. Początkowo to 30 proc., później – 100 proc. To wydarzenie jest bardzo ważne, bo świadczy o udanym powrocie do społeczeństwa. Już kilku uczestników projektu z dumą mówi o sobie, że są stuprocentowymi najemcami. W drodze ku temu celowi wszyscy mają wsparcie interdyscyplinarnego zespołu, w którego składzie są psychoterapeuci, terapeuci środowiskowi, pracownik socjalny, prawnik i trener pracy. Zespół, który stworzył Fundację Zamieszkani, by kontynuować działania na rzecz osób w kryzysie bezdomności metodą housing first, prowadzi także program „Rozrusznik”, który oferuje pomoc terapeutyczną i przy podejmowaniu działań związanych z samodzielnym utrzymaniem się, podjęciem nauki czy pracy. Jest program spotkań, zajęć i warsztatów, dostosowywany do potrzeb osób uczestniczących o zróżnicowanej tematyce, od hobby i zainteresowań po zdobycie kwalifikacji zawodowych. Podczas zajęć można nauczyć się np. obsługi smartfona, komputera, korzystania z Internetu czy prezentacji na spotkaniach o pracę. Ćwiczą jogę lub WenDo, biorą udział w lekcjach języka angielskiego, podstaw gotowania (niektórzy nigdy nie mieli okazji gotować, stąd  brak wiedzy i praktyki np. jak zrobić jajecznicę). To z jednej strony świetlica dla dorosłych, z drugiej miejsce na pierwsze kroki w stronę rynku pracy. Jest pomysł, by w Dzielni na Bielanach urządzić świetlicę i kontynuować te właśnie działania. 

Na Bielanach Zamieszkani wyremontowali i przygotowali też hostel dla uchodźców z Ukrainy. Po gruntownym remoncie udało się uruchomić całą kondygnację i część drugiej. W gotowych pokojach zamieszkało już 10 osób, w tym jedna, która przyszła na świat w połowie października. Znalazło się również miejsce dla czworonogów. To przytulny dom, w którym rodziny mają swój kąt i wiele powierzchni wspólnych. Jest miejsce na zajęcia i warsztaty, gabinety na rozmowy i porady, świetlica do zabaw i nauki oraz kończymy przygotowanie miejsca pracy.

Autor: Anna Urbańska