null

Pierwsze lotnisko bielańskie

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Prawie dwa lata temu na łamach „Naszych Bielan” numer 5/2020 opowiadałem o bielańskim lotnisku, którego budowę rozpoczęto w 1938 r. „Skrzydlata” historia dzielnicy jest jednak bogatsza, niż sądziłem. Już w połowie lat 20. w pobliżu Młocin funkcjonowało niewielkie lądowisko.

Niedzielne popołudnie 21 czerwca 1925 r. zapowiadało się cudownie. Niebo było przejrzyste, warunki do lotów – doskonałe. Przy czterech drewnianych hangarach zebrało się całkiem sporo ludzi, przeważnie miejscowych, ale nie brakowało też zaciekawionych mieszkańców Warszawy. Reporterzy stołecznych gazet rozstawiali wielkie aparaty fotograficzne na statywach. Inauguracja szkolnego lotniska Towarzystwa Lotniczego pod Młocinami stanowiła nie lada atrakcję. Na imprezę przybył kwiat podniebnego rycerstwa: panowie pułkownicy Jerzy Borejsza (wiceszef Departamentu Żeglugi Powietrznej Ministerstwa Spraw Wojskowych), Antoni Buckiewicz (dowódca 1. Pułku Lotniczego) i Janusz de Beaurain (kierownik Centralnych Zakładów Lotniczych) oraz wielu innych oficerów lotnictwa. W pewnej chwili na horyzoncie ukazały się cztery punkciki. Oto z Mokotowa nadlatywał klucz czterech samolotów Hanriot HD-14 prowadzony przez porucznika Kazimierza Kalinę. Gdy warczące dwupłatowce wylądowały na murawie, publiczność przywitała pilotów brawami.

Lotnicy zapraszali gości honorowych i dziennikarzy do dwumiejscowych, odkrytych kabin – pierwszeństwo miały panie – i zabierali na krótkie przeloty widokowe. Latali nad masztami Transatlantyckiej Radiotelegraficznej Centrali Nadawczej koło Babic, następnie kierowali się ponad Powązkami w stronę Cytadeli. Dalej podążali wzdłuż Wisły i pokazywali pasażerom Park Młociński z jego główną aleją o charakterystycznym kształcie.

Samoloty Szkolne Towarzystwa Lotniczego na starcie
źródło: Biblioteka Narodowa

Po przelotach nastąpiła część bankietowa. W przystrojonym gałązkami hangarze czekał suto zastawiony stół, na którym obok przekąsek gościły napoje wyskokowe. Uroczystym toastom nie było końca. Nikt ze zgromadzonych nie mógł przewidzieć, że hucznie otwierany aerodrom będzie istnieć zaledwie kilkanaście miesięcy.

Wzlot...

Zawiązane jesienią 1924 r. Towarzystwo Lotnicze zrzeszało kilkuset członków: lotników, konstruktorów, mechaników i amatorów awiacji. Jego statutowymi celami były „budzenie zamiłowania żeglugi powietrznej we wszystkich jej objawach, ułatwianie i popieranie pracy technicznej i pilotażu”. Towarzystwo otworzyło szkołę kształcącą pilotów lotnictwa cywilnego. Wydzierżawiło grunta pod Warszawą, by urządzić własne lotnisko szkoleniowe o powierzchni 106 morgów, tzn. niemal 60 hektarów. „Wycieczkowicze, udający się samochodem do Młocin, zwracali być może uwagę na niewczesne roboty polne, jakie wykonywane są już od dwóch tygodni [...]. Ludzie orzą, kopią, zwożą gruz i ziemię [...] Prace niwelacyjne i układanie drogi dojazdowej są już bliskie końca, od przyszłego zaś tygodnia rozpocznie się składanie pierwszych czterech hangarów” – tak postępy robotników opisywano w wieczornym wydaniu dziennika „Rzeczpospolita” z 27 maja 1925 r.

Nauka pilotażu w Pierwszej Szkole Pilotów Cywilnych Towarzystwa Lotniczego trwała cztery miesiące. Kandydaci na awiatorów musieli mieć powyżej 17 lat i legitymować się świadectwem ukończenia co najmniej czterech klas szkoły średniej ogólnokształcącej, a także świadectwem moralności. Koszt wyszkolenia pilota wynosił 5310 ówczesnych złotych, ale przewidywano pewne ulgi i dofinansowania. Zapisy przyjmował sekretariat przy ul. Pięknej 33. Grupa liczyła 50 osób, przy czym połowę miejsc zarezerwowano dla uczniów przysłanych przez Ministerstwo Spraw Wojskowych.

Zajęcia teoretyczne pierwszego kursu ruszyły 4 czerwca 1925 r. Odbywały się w wynajętych salach Państwowej Szkoły Budowy Maszyn i Elektrotechniki im. H. Wawelwerga i S. Rotwanda przy ul. Mokotowskiej. Adepci poznawali budowę samolotu i najważniejsze zasady powietrznej fizyki, uczyli się „na sucho” drobnych napraw, opanowywali podstawy nawigacji (czytanie map, nieco meteorologii) i wkuwali regulaminy ruchu powietrznego. Po kilku tygodniach nauki zdawali egzaminy z teorii i rozpoczynali część praktyczną na młocińskim lotnisku, siadając za sterami Hanriotów. Początkowo uczniowie latali z instruktorami. Gdy oswoili się z maszynami, mieli wykonać kilkadziesiąt samodzielnych lotów. Na dwóch egzaminach praktycznych należało zaliczyć podstawowe manewry, awaryjne lądowania, a nawet proste akrobacje.

We wrześniu 1925 r. całe województwo warszawskie celebrowało „II Tydzień Lotniczy”, obfitujący w różne wydarzenia. 6, 8 i 13 września na szkolnym lotnisku zorganizowano całodniowe festyny. Między młocińską przystanią parostatków a lądowiskiem kursował specjalny omnibus. Program ostatniego dnia wypełniały m.in. loty grupowe samolotów bojowych, loty indywidualne i pasażerskie oraz wieczorny przelot iluminowanego samolotu. Zawodowi piloci wykonywali swoimi maszynami widowiskowe figury akrobatyczne. Przez cały czas działał „bufet wykwintny, zaopatrzony w trunki”. Po pokazach sztucznych ogni publiczność bawiła się na dancingu towarzyskim przy dźwiękach orkiestry.

... i upadek

W „Rzeczpospolitej” z 16 stycznia 1926 r. czytamy bieżące podsumowanie efektów nauki: „Szkoła kształci 36 pilotów, którzy ukończyli kurs teoretyczny i wykonali łącznie 118 lotów. Na okres zimowy zajęcia zostały przerwane i wznowione będą z początkiem wiosny”. Faktycznie, w grudniu 1925 r. z braku funduszy instytucja zawiesiła pracę i – jak się okazuje – już jej nie wznowiła. Prawdopodobnie w ogóle nie przeprowadzono egzaminów praktycznych.

Towarzystwo Lotnicze próbowało ratować swój budżet za pomocą... loterii fantowej. Nie udało się jednak uzbierać wystarczającej sumy. Starania o utworzenie fundacji imienia Marszałka Piłsudskiego na rzecz wsparcia szkoły pilotażu spełzły na niczym. Niewiele mogła pomóc donacja przekazana przez Maksymiliana Węgrzynka z Nowego Jorku, opiewająca na kwotę 100 dolarów, będąca kroplą w morzu finansowych potrzeb. „Rzeczpospolita” z 22 września 1926 r. konkludowała: „Wszystkie próby, powzięte przez nowy zarząd Towarzystwa Lotniczego, a zmierzające do zgromadzenia środków na kontynuowanie nauki w szkole pilotów cywilnych na Bielanach, zawiodły ostatecznie. [...] Nie pozostało więc nic innego jak likwidacja. [...] hangary ulegną rozbiórce. Po jedynej szkole pilotów cywilnych w stolicy pozostaną więc tylko wspomnienia”. Samoloty oddano Wojsku Polskiemu. W październiku 1926 r. zarząd główny Towarzystwa Lotniczego ogłosił upadłość i wkrótce organizacja została rozwiązana.

Lokalizacja do ustalenia

Pozostaje dla mnie jeszcze zagadką, gdzie dokładnie znajdowało się to pierwsze bielańskie lotnisko z połowy lat 20. W prasowych wzmiankach sytuowano je „pod Młocinami” lub „w Młocinach”, innym razem „na Bielanach”. Reporter czasopisma „Polska Zbrojna” napisał w relacji z otwarcia lotniska w czerwcu 1925 r., że cztery hangary były „zasłonięte lasem od wiatrów północno-zachodnich”. Las chroniący przed wiatrami z takiego właśnie kierunku rozciągał się kiedyś w miejscu dzisiejszej huty, pomiędzy Młocinami a Placówką. Dodatkowym tropem jest ogłoszenie z „Echa Warszawskiego”, drukowane kilkukrotnie we wrześniu 1925 r.: „Place pod Młocinami, niedaleko Bielan przy nowem lotnisku i stacji budującego się tramwaju – Warszawa Placówka” (pisownia oryginalna). Ta niewybudowana ostatecznie linia tramwajowa miała połączyć Powązki, Placówkę i kampinoski Izabelin.

Przypuszczam, że 60-hektarowe szkolne lądowisko Towarzystwa Lotniczego urządzono gdzieś na terenach państwowych położonych na wschód od Placówki, czyli na obszarze, na którym później stanęła huta. Lotnisko bielańskie z 1938 r. – o powierzchni ponad 210 hektarów – mogło „wchłonąć” pole wzlotów swojego zapomnianego, skromniejszego poprzednika.

Autor: Mateusz Napieralski