null

Pan Brustman i jego stawy

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Kim właściwie był tajemniczy patron stawów na Wawrzyszewie? Próbując rozwiązać tę zagadkę, prześledziłem sądowe dokumenty, akta stanu cywilnego i prasowe doniesienia. Z archiwalnych źródeł niewyraźnie wyłania się sylwetka zapomnianej postaci.

Stawy były niegdyś częścią folwarku wawrzyszewskiego, należącego w latach 1816–1861 do marymonckiego Instytutu Agronomicznego, szacownego przodka Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Folwarczne zabudowania stały tam, gdzie dziś znajdują się bloki o adresach Petőfiego 1A, 2, 2A oraz 4. W internecie i przewodnikach możemy spotkać informację, że stawy wykopano ok. 1819 r. w ramach prac melioracyjnych na instytutowych gruntach. Tymczasem dwa połączone ze sobą akweny o charakterystycznych kształtach widnieją już na pruskiej mapie z ok. 1796 r., której autorstwo przypisuje się Gustavowi Johannowi von Rauch. Przypuszczam, że pierwotnie stanowiły element krajobrazu pobliskiej rezydencji, założonej przez prymasa Gabriela Podoskiego. Posiadłość tę pokrótce opisał architekt Szymon Bogumił Zug w swoim fascynującym dziele „Ogrody w Warszawie” z 1784 r. Śladem dawnego zespołu parkowo-dworskiego jest tzw. łączka wawrzyszewska z kanałem, niewielką sadzawką i pozostałością wysepki.

W marcu 1868 r. car Aleksander II ofiarował generałowi Aleksandrowi Władimirowiczowi Patkulowi – Rosjaninowi niemieckiego pochodzenia – majorat „Carski Dar”, w skład którego wchodził m.in. folwark Wawrzyszew. Majoratami nazywano dobra ziemskie, którymi władcy Rosji nagradzali zasłużonych oficerów i wysokich urzędników. Patkul umarł w 1877 r. i majątek zapewne odziedziczył któryś z jego synów. Natomiast na początku XX w. właścicielem majoratu został wnuk i imiennik generała, Aleksander Władimirowicz Patkul (żył w latach 1881–1920), sztabsrotmistrz 2. Pawłogradzkiego Pułku Lejb-Huzarskiego Imperatora Aleksandra III. Oficer ten w maju 1910 r. wystosował do carskich władz podanie o zgodę na parcelację ziem wawrzyszewskiego folwarku. Niedługo później nawiązał współpracę z jegomościem o nazwisku Brustman.

Posesjonat z gminy Młociny

Adam Edward Brustman urodził się 3 października 1872 r. w Kadzicach, niewielkiej wsi oddalonej o około 30 km na północny wschód od Krakowa. Był potomkiem Leona i Józefy z Rogowskich, miał liczne rodzeństwo. Pracował w gubernialnym urzędzie w Radomiu. W 1910 r. ożenił się z Eugenią Jadwigą Garnis, młodszą od niego o 16 lat mieszkanką podwarszawskiej wsi Czosnów. Panieńskie nazwisko wybranki nie było „tamtejsze”, jej ojciec pochodził z Litwy, z okolic miasta Szawle. Państwo Brustmanowie jesienią 1912 r. sprowadzili się do Wawrzyszewa i tymczasowo mieszkali na plebanii kościoła św. Marii Magdaleny. Adam został pełnomocnikiem sztabsrotmistrza Patkula i koordynował przebieg parcelacji gruntów. Małżonków wkrótce spotkało nieszczęście, ich syn – prawdopodobnie jedyne dziecko – zmarł tuż po narodzinach.10 stycznia 1914 r. (czyli 28 grudnia 1913 r. według kalendarza juliańskiego) Brustmanowie zawarli z Patkulem umowę, na mocy której nabyli od niego główną część folwarku za sumę ponad 17 tysięcy rubli. Były to trzy działki o łącznej powierzchni 35 mórg 142 prętów (ok. 20 hektarów), z zabudowaniami mieszkalnymi i gospodarczymi oraz stawami.
Podczas pierwszej wojny światowej Brustman, świeżo upieczony właściciel ziemski, zaangażował się w służbę publiczną. Działał w radzie gminy Młociny. Stał na czele gminnej komisji szacunkowo-rolnej, która rejestrowała straty materialne poniesione przez gospodarzy wskutek rekwizycji wojennych. Pełnił funkcję komisarza miejscowych struktur Straży Obywatelskiej, ochotniczej formacji pilnującej porządku. Z mianowania prezydenta Warszawy był dzielnicowym opiekunem sanitarnym w okręgu powązkowskim – wraz z lekarzami odpowiadał za bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców tego rejonu. Będąc tzw. kuratorem gmachu, sprawował pieczę nad opuszczonym przez Rosjan domem inwalidów wojennych w klasztorze pokamedulskim na Bielanach. W 1918 r. reprezentował gminę Młociny w warszawskim komitecie powiatowym Zjednoczenia Ludowego, agrarnego stronnictwa politycznego. W dokumentach niekiedy tytułował się „obywatelem” lub „urodzonym”, co wskazywałoby na jego szlacheckie pochodzenie.

Po śmierci Eugenii w styczniu 1920 r. Adam Brustman został jedynym posiadaczem wspomnianych trzech działek, ale już kilka miesięcy później ruszył proces sądowy o prawo własności. Prokuratoria Generalna RP uznała umowę między Brustmanami a Patkulem za nieważną, powołując się na fakt, że nabywcy nie uzyskali od rosyjskiego Urzędu Gubernialnego do Spraw Włościańskich oficjalnego pozwolenia na zakup ziemi majorackiej. Oskarżyciele ponadto próbowali podważyć autentyczność samej ugody – ich zdaniem Brustman po wyjeździe Patkula w głąb Rosji latem 1915 r. miał wykorzystać urzędowy druk sygnowany in blanco przez sztabsrotmistrza i zapisać na nim treść fikcyjnej umowy. W myśl ustawy z lipca 1919 r. dawne rosyjskie majoraty przechodziły na własność Skarbu Państwa, więc pozwanemu groziły konfiskata wawrzyszewskiego majątku i eksmisja. Proces ciągnął się do połowy lat 30. Ostatecznie Brustman wygrał i zatrzymał posiadłość. Musiał jednak podzielić się nią z siostrą swojej małżonki, Janiną Gable, której jako spadkobierczyni po zmarłej przyznano trzy ósme folwarku.
W protokole z sierpnia 1923 r. przeczytałem, że zabudowania Brustmana składały się z domu mieszkalnego, czworaków, domu rządcy, dużej stodoły (o wymiarach 82 na 11 m), spichlerza, kuchni, stajni i obory. Większość budynków była mocno nadgryziona zębem czasu. Dom pana Adama lokalizowałbym w miejscu dzisiejszego bloku przy ul. Petőfiego 2A.

W gazecie „Echo Warszawskie” z 27 stycznia 1924 r. pisano o rumaku wyposażonym w funkcję autopilota: „Ze stajni Adama Brustmana w folwarku Wawrzyszew uciekł koń i mimo pościgu zdołał zabiec aż do wsi Powązki. Przechodzący wówczas posterunkowy Ziółkowski [...] widząc konia bez właściciela, dogonił go i zatrzymał. Gdy posterunkowy wsiadł na konia, mądry koń zawrócił najspokojniej i powrócił z policjantem do swej stajni [...], oszczędzając w ten sposób koniecznych poszukiwań właściciela”.

U schyłku listopada 1927 r. na posesji Brustmana wybuchł pożar. Miejscowa ochotnicza straż pożarna nie mogła poradzić sobie z ogniem, toteż z Warszawy przybyły posiłki pod kierunkiem kapitana Janowskiego. Strażacy przyjechali z opóźnieniem, ponieważ wozy grzęzły w błocie na wiejskiej drodze. Spłonął jeden z budynków gospodarczych, resztę udało się uratować. Janowski przypłacił akcję zwichniętą kostką. Okazało się, że przyczyną pożaru było zaprószenie ognia. Straty wyniosły 5329 ówczesnych złotych.Prasowa wzmianka o Brustmanie z końca 1935 r. jest najpóźniejszym śladem jego bytowania w Wawrzyszewie, jaki dotychczas znalazłem.

Stawy... Czyje?

Bohater niniejszego tekstu zmarł 6 stycznia 1945 r. w wieku 73 lat. Spoczął obok swoich dalszych krewnych na cmentarzu w Chodowie nieopodal Miechowa.
Po wojnie stopniowo zacierała się lokalna pamięć o właścicielu folwarku ze stawami. Mieszkańcy, którzy go znali lub kojarzyli, stopniowo odchodzili – zarówno z tych okolic, jak i z tego świata. Wiejskie chaty Wawrzyszewa i sąsiednich Brzezin uległy rozbiórce. Ustąpiły miejsca gigantom z wielkiej płyty, wzniesionym w latach 70. Stawy pomysłowo wkomponowano w przestrzeń osiedla, urządzając ładny park rekreacyjny. Od 2019 r. figurują w gminnej ewidencji zabytków.
Pobliskie ulice noszą imiona wybitnych twórców literatury. Krótkie biogramy patronów widnieją na tablicach Miejskiego Systemu Informacji. A czemu by nie zawiesić gdzieś podobnej notki o Adamie Brustmanie?

Korzystałem m.in. z akt sprawy A. Brustmana (Archiwum Akt Nowych), stołecznej prasy i serwisu Geneteka.

Autor: Mateusz Napieralski