null

Dąb Ignacy – skarb znaleziony w śmieciach

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Ta historia zaczyna się 7 lat temu.

Mieszkanka Młocin, Maria Oskroba, kolejny raz mija zapuszczoną działkę w trójkącie ulic Dzierżoniowska–Balaton– Gonzagi, która funkcjonuje jako dzikie wysypisko śmieci od czasów, gdy była tu wieś. Ale tym razem postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Z mężem i sąsiadami zabiera się za odgruzowywanie terenu. Mieszkańcy cierpliwie czyszczą lasek ze szkła, przedmiotów codziennego użytku i odpadów gabarytowych. Do akcji włącza się dzielnica, która zabiera i wywozi zebrane śmieci. 

Aby oczyścić teren, trzeba usunąć część zarośli. I wtedy spośród chaszczy ukazuje się oczom sprzątających piękny, dorodny dąb, niczym z rycin Leona Wyczółkowskiego. Wyraźnie odznacza się na tle innych drzew, nad którymi góruje grubością pnia i szlachetnością pokroju. Mieszkańcy są poruszeni. Maria Oskroba wzywa więc na pomoc znajomego dendrologa dr. inż. Piotra Tyszko-Chmielowca. Naukowiec przyjeżdża na Młociny i też jest pod wrażeniem. Za jego sugestią mieszkańcy występują do urzędu miasta z wnioskiem o objęcie dębu statusem pomnika przyrody. Wcześniej nadają mu imię Ignacy – w hołdzie dla Ignacego Miśkiewicza, warszawskiego architekta i twórcy koncepcji Miasta Ogrodu Młociny. Jest 2018 rok.
4 lata później, w maju br., Rada Warszawy przyjęła wniosek. W oczekiwaniu na oficjalne ogłoszenie Ignacego pomnikiem przyrody mieszkańcy urządzili pod dębem sąsiedzką fetę. Dr inż. Tyszko-Chmielowiec, który mieszka na Dolnym Śląsku, przysłał z tej okazji list: „Umiłowani w Naturze Matce! Napełniona duchem Przyrody społeczności Młocin! Jak nauczał prorok Tolkien: ‘Trees have many enemies. That's why every tree needs an advocate’. Wasze drzewa mają dobrych i sprawdzonych przyjaciół. Tak trzymać!”. 

– Czym wyróżnia się Ignacy? – pytam dr. inż. Piotra Tyszko-Chmielowca.
– To drzewo o wyjątkowych rozmiarach i bardzo proporcjonalnie zbudowane. Drugiego takiego w okolicy nie ma. Osiągnął już wiek dojrzały, ma zapewne ponad 100 lat, ale nie widać po nim oznak starzenia. Prawdopodobnie przeżyje nas wszystkich!

W Rozporządzeniu Ministra Środowiska z 4 grudnia 2017 r. wymieniono kryteria, jakie powinien spełniać dąb – kandydat na pomnik przyrody. Po pierwsze, kryteria ilościowe: minimum 300 cm obwodu na poziomie 130 cm od ziemi (tzw. pierśnica). Po drugie, kryterium jakościowe. Dąb powinien wyróżniać się wśród innych drzew swojego gatunku „w skali kraju, województwa lub gminy” nie tylko ze względu na rozmiary, ale także „występowanie w skupiskach, w tym w alejach lub szpalerach, pokrój lub inne cechy morfologiczne, a także inne wyjątkowe walory przyrodnicze, naukowe, kulturowe, historyczne lub krajobrazowe. Wskazany obwód ma zresztą charakter wskaźnikowy; pomnik może być cieńszy, jeśli istnieją inne ważne przyczyny dla uznania go za taki”. 

– Z pomnikami przyrody jest tak, że są one wyjątkowe nie tylko z obiektywnego punktu widzenia, ale także subiektywnie: te drzewa budzą emocje. Są dla kogoś istotne, przez kogoś kochane – a to bardzo ważny powód, żeby je chronić. Kiepskie to uczucie zobaczyć, jak drzewo, do którego byliśmy emocjonalnie przywiązani, pewnego dnia po prostu znika – tłumaczy.

O pochodzeniu Ignacego wiemy niewiele. Trudno powiedzieć, czy wyrósł sam czy ktoś go tu zasadził. Dr inż. Tyszko-Chmielowiec opowiada, że kiedyś w centrum wsi tradycyjnie stało drzewo, które było punktem centralnym wspólnoty, miejscem spotkań i ważnych wydarzeń. 

– Czy zna Pani określenie ‘lipa sądowa’? Nazywamy tak drzewa, pod którymi niegdyś ogłaszano wyroki sądowe – w nawiązaniu do prastarej zasady orzekania pod gołym niebem. Taka tradycja istnieje np. w Afryce, tylko że tam, zamiast pod lipą czy dębem, ludzie gromadzą się pod baobabem czy mangowcem. Drzewo jest osią życia, daje też cień. Kiedyś mieszkańcy wsi zostawiali samotne drzewa na pastwiskach, żeby krowy miały gdzie się schronić przed skwarem. 

Ignacy, jak na dąb, nie jest bardzo stary, bo ma dopiero sto kilkadziesiąt lat. Jego dokładny wiek trudno określić. – To dlatego, że u dębów występuje duża zmienność tempa wzrostu, zależy ona m.in. od warunków glebowych czy dostępu do światła – tłumaczy mi Piotr Tyszko-Chmielowiec. Wiem coś o tym: w Puszczy Białowieskiej zdarza się, że kilkudziesięcioletnie drzewa, nie tylko dęby, mają rozmiary młodych miejskich drzew. Konkurencja o światło i wodę sprawia, że w walce o zasoby wygrywają najsilniejsze i najodporniejsze osobniki. – U dębów dużo zależy też od genów, mówi mi P. Tyszko-Chmielowiec. Tym bardziej powinniśmy chronić Ignacego – także jako protoplastę kolejnych silnych dębów, myślę. 

Wyjątkowość Ignacego wiąże się też z faktem, że długo był „chroniony” przed ludzkimi oczami i zakusami. Ktoś mógł go po prostu ściąć – z takich czy innych powodów – ale nie tylko. Dla kondycji drzewa duże znaczenie ma bowiem jego otoczenie, a zwłaszcza to, co dzieje się w tzw. strefie korzeniowej. Chodzi o obszar od kilku do kilkunastu metrów wokół pnia drzewa, gdzie płytko (nawet 20–30 cm) pod ziemią przebiegają delikatne korzenie włośnikowe dostarczające drzewu substancji odżywczych. Chodnik, jezdnia, a nawet piesza ścieżka w bliskiej odległości od drzewa mogą wywierać presję na korzenie i powodować ubijanie gleby, co zmniejsza jej zdolność do przewodzenia tlenu i wody.

Na miano pomnika przyrody Ignacy czekał około czterach lat. Taki czas trwania procedury nie należy do wyjątków. 4 lata to niewiele w skali życia dębu, ale wnioskodawców może zniechęcać. Ale ten czas jest w pewnej mierze uzasadniony. To poważna decyzja: Miasto zobowiązuje się do ochrony drzewa, a to pociąga za sobą m.in. wydatki.

– Długotrwałość procedury ma też dobre strony – mówi dr inż. Tyszko-Chmielowiec. Na przykład fakt, że pomniki ustanawia sama Rada Warszawy, jest uzasadniony, bo władze powinny brać drzewa pod opiekę i czuć się za nie odpowiedzialne. Wartością dodaną jest też promocja drzewa, o którego istnieniu dowiaduje się wiele osób w urzędzie i poza nim. Słabą stroną jest to, że ochronę pomnikową dość łatwo zdjąć. Aby zgłosić drzewo do statusu pomnika przyrody, należy złożyć wniosek w urzędzie gminy lub miasta. Znacie bielańskie drzewa, które mogą pretendować do tego miana? 

Pan Piotr Tyszko-Chmielowiec przypomina, jak ważne jest, abyśmy dbali o istniejące drzewa, zwłaszcza te stare, nieodtwarzalne w skali życia ludzkiego. Coraz trudniej jest bowiem posadzić drzewo i doprowadzić do tego, że się przyjmie. [Z badań wynika, że w Śródmieściu Warszawy średni czas życia drzew nie przekracza 10 lat (np. Dmuchowski i Badurek 2001) – przyp. KU]. Więc jeśli drzewo już rośnie, to musimy za wszelką cenę chronić je przed stresami życia miejskiego. Ignacy jest raczej bezpieczny, aczkolwiek w obliczu zmian klimatu nie wiemy, co wydarzy się za parę lat... 

Bo dęby należą do tych gatunków drzew, które od skutków globalnego ocieplenia ucierpią najbardziej... Śpieszmy się więc je chronić!

Autor: Katarzyna Udrycka