null

Bielańskie adresy Państwa Piechotków

Drukuj otwiera się w nowej karcie
Michał, Maria, Kazimierz Maciej Piechotkowie oraz ich pies Kubuś w ogrodzie przy Kleczewskiej, 1982 rok.

Maria i Kazimierz Piechotkowie w swoich Wspomnieniach architektów opisują projektowane przez siebie w latach 50.-60. bielańskie osiedla, ale także przywołują miejsca, w których na Bielanach mieszkali, począwszy od 1954 roku aż do końca życia (pan Kazimierz odszedł w 2010, pani Maria w 2021 roku). Przedstawiamy fragmenty z obszernej i bogato ilustrowanej publikacji, przygotowanej przez Dom Spotkań z Historią.

Lisowska

Nasze dotychczasowe mieszkanko na ulicy Nieporęckiej, gdzie tłoczyliśmy się w piątkę (z dwoma synami i ich opiekunką), nieznacznie przekraczało obowiązujące normy, według których przysługiwało nam 35 m2. Dopiero gdy zostaliśmy projektantami Bielan, najpierw przyznano nam prawo do przysługującej twórcom dodatkowej powierzchni, co w praktyce oznaczało o jeden pokój więcej, a wkrótce potem przydział większego mieszkania, pod warunkiem że będzie się znajdowało na Bielanach, w pobliżu rejonu przez nas projektowanego.

W końcu 1954 roku otrzymaliśmy klucze do trzypokojowego mieszkania w zaprojektowanym przez Wiktora Espenhana nowo ukończonym, czterokondygnacyjnym budynku przy Lisowskiej. Miało 64 m2, które obejmowały: jeden większy pokój i dwa malutkie, niewielką kuchnię z piecem na węgiel, dwupalnikową kuchenką gazową na osadzonych w ścianie wspornikach, z tzw. zimną szafką pod oknem, z osłoniętym kratką otworem wentylacyjnym w ścianie zewnętrznej. Na lodówkę miejsca nie przewidziano, bo i lodówek w sprzedaży nie było. W łazience mieściła się tylko wanna z piecykiem gazowym i umywalka. O pralce nikt jeszcze wtedy nie myślał (słynna „Frania” pojawiła się dopiero później), ale za to WC był wydzielony, co było stosowane tylko w mieszkaniach dla rodzin pięcio-, sześcioosobowych. No i mieliśmy centralne ogrzewanie z lokalnej kotłowni. W stosunku do Nieporęckiej był to już duży postęp. W końcu mogła do nas na dłużej przyjechać moja matka, która po śmierci taty została w Tarnowie bardzo osamotniona, a przy okazji mogła pomóc nam w wychowywaniu dzieci. Nareszcie też – co było dla nas bardzo ważne – mieliśmy gdzie umieścić książki. Zebrało się ich już wtedy kilka tysięcy. Do tych przedwojennych, których sporo się na Nieporęckiej zachowało, wciąż przybywały nowe. Wkrótce książki zapełniły wszystkie możliwe miejsca – półki, pawlacze, nawet skrzynie tapczanów. Przybywało też tzw. staroci, które trafiały do nas z różnych źródeł i w różny sposób. Zbieraliśmy je z wielkim zamiłowaniem, które przekazaliśmy z czasem naszym chłopcom: Michałowi i Maćkowi.

[...] Nasz dom znajdował się wtedy na skraju ówczesnych Bielan, tuż obok wybrukowanej „kocimi łbami” ulicy Żeromskiego, w bezpośrednim sąsiedztwie pierwszej, będącej wtedy w budowie według naszego projektu szkoły ogólnokształcącej, w której będą się potem uczyć nasi chłopcy. Po drugiej, południowej stronie ulicy Żeromskiego rozciągała się wówczas wielka, płaska, porośnięta trawą, niezabudowana przestrzeń, będąca od carskich aż do ostatnich czasów terenem ćwiczeń wojskowych. Było to ulubione, choć surowo zakazane miejsce zabaw małolatów, którzy znajdowali tam resztki ekwipunku wojskowego: łuski po nabojach, a czasem nawet puszki z proszkiem łzawiącym, i przynosili je z dumą do domu! Jednak głównym miejscem zabaw chłopców w pogodne dni było znajdujące się na tyłach domu spore podwórze, z piaskownicą dla maluchów, trzepakiem i boiskiem, na którym można było grać w klasy, w piłkę i co jeszcze przyszło do głowy. Na tym podwórku bawiły się dzieci z całego domu. Pochodziły z różnych środowisk, ale zupełnie im to nie przeszkadzało we wspólnych grach i koleżeństwie.

Kleczewska

Mniej więcej w połowie 1957 roku zjawiła się u nas delegacja pracowników generalnego wykonawcy projektowanych przez nas budynków, państwowego Przedsiębiorstwa Budowy Mieszkań Warszawa Północ, z następującą sprawą: są przedstawicielami powstałej w PBM-WP wspólnoty, która uzyskała zgodę na wybudowanie na Bielanach czterdziestu domów jednorodzinnych dla pracowników. Mają zapewniony na ten cel kredyt bankowy, do spłaty w ratach rocznych w ciągu dwudziestu pięciu lat, a także przydział materiałów budowlanych po cenach urzędowych, trudnych do uzyskania na wolnym rynku. Przede wszystkim jednak dostali przydział (na wieczystą dzierżawę) terenu objętego ulicami: Kleczewską, Rydla, Szepietowską i Daniłowskiego, tam, gdzie ze względu na ścieżkę podejścia pobliskiego lotniska wojskowego na Bemowie nie można było stawiać budynków wyższych niż dwukondygnacyjne. W statucie wspólnoty zawarty był warunek wzniesienia budynków, poczynając od projektu aż do ukończenia budowy, wyłącznie rękami jej członków. Byli wśród nich przedstawiciele wszystkich zawodów budowlanych. Nam zaproponowano przystąpienie w charakterze członków, a zarazem projektantów. Każda rodzina budująca musiała na wstępie wpłacić pięć tysięcy złotych – co nie było wtedy sumą szczególnie dużą, a następnie zobowiązać się do stu godzin pracy miesięcznie dla całej wspólnoty – każdy w swojej specjalności. Z tym że godzina będzie się liczyć każdemu jednakowo po pięć złotych, bez względu na kwalifikacje i rodzaj wykonywanej pracy, a więc nam za projekt i nadzór autorski nad budową tyle samo co temu, który będzie robił wykopy pod fundamenty, murował ściany czy zakładał instalacje.

Nie myśleliśmy wprawdzie dotąd o budowie własnego domu, ale ta inicjatywa nam się spodobała i postanowiliśmy do niej przystąpić. Zgodnie z obowiązującymi wtedy przepisami domy nie mogły przekraczać 110 m2 powierzchni użytkowej. Zaprojektowaliśmy trzy typy domków, dostosowane do różnego usytuowania w stosunku do stron świata, położenia na działce i życzeń użytkowników: dwa rodzaje bliźniaków z garażami i jeden typ dla zabudowy szeregowej, bez garaży. Staraliśmy się umożliwić różny podział powierzchni na pomieszczenia zależnie od potrzeb danej rodziny, ewentualnie nawet przestawienie ścianek działowych w przyszłości. Budowę rozpoczęto w 1958 roku. W ramach wspólnoty zostały wykonane stany surowe zamknięte, to znaczy ściany przykryte dachem, wstawiona stolarka drzwiowa, oszklone okna, podprowadzone przyłącza dla instalacji. Roboty wykończeniowe wykonywała każda rodzina indywidualnie, zgodnie z własnymi umiejętnościami, możliwościami fi nansowymi, potrzebami i upodobaniami; my na przykład już przy pomocy wynajętych odpowiednich fachowców. Nasi chłopcy też z zapałem asystowali przy budowie „własnego domu”, w miarę swoich sił i możliwości.

Na Kleczewską przeprowadziliśmy się latem 1962. W porównaniu z mieszkaniem na Lisowskiej była to ogromna zmiana na korzyść. Jeden duży pokój użytku ogólnego z wyjściem na taras, kuchnia w pełni wyposażona, z miejscem do spożywania małych posiłków, trzy pokoje sypialne, stosunkowo duża łazienka z oknem, loggia, drugi wydzielony WC, pracownia w podziemiu i przyległy garaż. No i ogród, wówczas jeszcze goły, porośnięty chwastami, piaszczysty teren, na który nawieźliśmy ziemię ogrodniczą. Znajomy zawodowy ogrodnik posadził nam kilka drzewek owocowych, krzaków forsycji i róż, cebulki tulipanów i krokusów, które kwitną do dziś. W głębi założyliśmy parę grządek, żeby mieć własne, trudne wówczas do kupienia, niepryskane rzodkiewki, pomidory, cebulę, ogórki, sałatę.

Drzewa przez te kilkadziesiąt lat ogromnie się rozrosły i – jak my – postarzały. Większości z nich już nie ma. Pozostał jeszcze orzech włoski, dwie pięknie kwitnące wiosną, ale stare i schorowane grusze, jabłonka landsberska, na wpół zdziczała, ale plenna, morela i brzoskwinia, ale ich żywot też zapewne nie będzie długi. Za to rozrósł się ogromnie kasztanowiec, który Maciej posadził chyba sześćdziesiąt lat temu jako kasztanka z kiełkującym listkiem, dwa krzewy dereni i przepięknie, białoróżowo kwitnąca na wiosnę, rozpościerająca się jak ogromny parasol, ozdobna jabłonka przed domem.


wybrała Katarzyna Madoń-Mitzner

MARIA I KAZIMIERZ PIECHOTKOWIE – WSPOMNIENIA ARCHITEKTÓW
wydawca: Dom Spotkań z Historią, rok: 2021, 432 stron, 220 ilustracji
Redaktorka prowadząca: Katarzyna Madoń-Mitzner
Współpraca: Michał Piechotka, Anna Piłat
Posłowie: Anna Cymer
Opracowanie graficzne: to/studio